Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Ilu naprawdę było żołnierzy wyklętych?

Żołnierze V Wileńskiej Brygady AK (fot. domena publiczna)

fot.domena publiczna Żołnierze V Wileńskiej Brygady AK (fot. domena publiczna)

Pół miliona, dwieście tysięcy, czy dziesięciokrotnie mniej? Ustalenie liczebności grup określanych jako „żołnierze wyklęci” nie jest łatwym zadaniem. Zwłaszcza, że wiele zależy od tego, jak zdefiniujemy samo pojęcie. 

Józef Roman Rybicki był postacią wybitną. Ten utalentowany filolog klasyczny brał udział już w wojnie polsko-bolszewickiej. Od samego początku służył w konspiracji Służby Zwycięstwu Polski/Armii Krajowej, został szefem warszawskiego Kedywu, a po zakończeniu wojny – współzałożycielem efemerycznego bytu Wolność i Niezawisłość.

Angażował się w sprawy społeczne aż do podeszłego wieku. Mając pod osiemdziesiątkę, zdążył jeszcze współtworzyć Komitet Obrony Robotników. Tenże Rybicki, w 1945 roku zanotował: „Co się dzieje? Trudno uwierzyć, ale po rozwiązaniu AK powstało 1298 małych organizacji w kraju (…) Powstają różne organizacje, które powołują się na nasze rozkazy, z góry”.

Bezpieka wyklęta?

Nie wiadomo, skąd Rybicki wziął liczbę 1298 organizacji, ale nie był jedynym członkiem AK, który gubił się w chaosie, jaki zapanował w konspiracji po rozwiązaniu Armii Krajowej. Zygmunt Klukowski – lekarz ze Szczebrzeszyna, który przez całą okupację pomagał konspiratorom z Zamojszczyzny i znał ich osobiście, w tym samym mniej więcej momencie wspominał: „Po wsiach pełno dywersantów, chłopom zabierają przede wszystkim żywność. Trudno się zorientować, co to za jedni”.

Podobne problemy z orientacją mieli wszyscy. Nie tylko bezpieka – co akurat na dobre wychodziło – ale też całkiem niedawne jeszcze dowództwo Armii Krajowej. A tak po prawdzie, mieli z tym problem nawet pojedynczy partyzanci, którzy po rozformowaniu organizacji pozostali w lesie, ale już bez konkretnej przynależności organizacyjnej. W efekcie powstały setki grup , które tylko po części podlegały którejś z większych organizacji powojennej, tak zwanej „drugiej” konspiracji, jak Wolność i Niezawisłość, NIE, Warta, czy Armia Krajowa Obywatelska. W większości nie były one kontrolowane przez nikogo i walczyły już przede wszystkim o własne przetrwanie.

Krzyż zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, jednego z pogrobowców Armii Krajowej (fot. Tomasz Zugaj, lic. GNU FDL)

fot.Tomasz Zugaj, lic. GNU FDL Krzyż zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, jednego z pogrobowców Armii Krajowej (fot. Tomasz Zugaj, lic. GNU FDL)

Tu pojawia się pierwszy problem przy oszacowaniu przybliżonej choćby liczby „wyklętych”. Bo kogo w ten sposób należy nazwać? Zgodnie z oficjalną definicją, „Żołnierze Wyklęci byli żołnierzami polskiego powojennego podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego, którzy stawiali opór sowietyzacji Polski i podporządkowaniu jej ZSRR”.

Kłopot w tym, że większość uznawanych dziś za „wyklętych” wcale nie walczyła. W kartotekach operacyjnych bezpieki z tego okresu znajdowały się także oddziały od dawna nie wykazujące żadnej aktywności bojowej. W województwie warszawskim na 30 oddziałów aż 15 nie walczyło. W lubelskim proporcje były identyczne – 30 na 60 grup pozostawało w letargu.

Komentarze (3)

  1. oburzony Odpowiedz

    „Istniały też na wpół bandyckie grupki desperatów, przyzwyczajone po prostu do łatwego życia z karabinem w ręku.” Przyzwyczajone do łatwego życia…. Bardzo łatwego. Z wizją lufy sowieckiej przestawionej do potylicy. Kto mógł napisać coś takiego? Wyłącznie jakaś łachudra ani słowem nie wspominająca, że tysiące sowieckich pachołków udawały po lasach polskich żołnierzy podziemnych aby szkalować ich dobre imię. S K A N D A L!!!

    • Norbert O. Odpowiedz

      Do „oburzony” – nie każdy latający z bronią po lesie był zaraz bohaterem polskiego podziemia, czy kryształowo czystym żołnierzem AK… Nie wiem jakim trzeba być pustakiem, żeby tego nie rozumieć? Idź poszukaj starych ludzi, którzy żyli w tamtym okresie czasu, najlepiej na wsiach, póki masz jeszcze okazję i popytaj się ich o te „leśne bandy” co wyprawiały w ich okolicy. Oczywiście byli także żołnierze, którzy nie mogli się ujawnić, bo byli prawdziwymi żołnierzami wyklętymi, ale ich istnienie NIE WYKLUCZA ISTNIENIA zwykłych bandytów, którzy przed/w czasie wojny byli żołnierzami AK, a potem zostali zbirami. W końcu partyzanci i polskie podziemie nie raz i nie dwa razy ścigało takich oszołomów i likwidowała ich za zbrodnie, które popełnili w imię PW. Nim coś napiszesz drugi raz, zastanów się, zdobądź więcej informacji niż zapodają takie tępe fanatyczne typy jak Leszek Żebrowski i jemu podobni. Polskie podziemie i partyzanci składało się nie tylko z przedwojennych żołnierzy, to byli także wszelkiej maści ochotnicy, których życiorysu nie dało rady wtedy sprawdzić… Kiedyś czytałem pamiętniki partyzanta działającego w woj. Świętokrzyskim. Jego oddział miał dość ciężko, bo ścigały ich niemieckie oddziały i w pewnym momencie przygotowali się do większej potyczki. Gdy poszedł sprawdzić czujki wystawione na warcie, to okazało się, że 6-10 chłopa po prostu spało.Obudził ich, oni wystraszeni, powiedzieli mu, że są z okolicznych wsi, są ochotnikami i że cały czas są w ruchu od 2-3 dni bez snu. Wyprosili u niego, żeby ich nie raportował do dowództwa, a kilka godzin przed atakiem niemieckiego oddziału na ich pozycje cała grupka wyparowała:) Uciekli po prostu do swoich wsi… więc sorry ziomek, ale takich historii można przeczytać i posłuchać mnóstwo. Wnioski mądry człowiek wyciągnie sam. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.