Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Czy Giedroyć chciał oddać Niemcom Gdańsk?

Czy poświęcenie załogi Westerplatte miało pójść na marne? Na zdjęciu ostrzał z pancernika Schleswig-Holstein w pierwszych dniach wojny.

fot.domena publiczna Czy poświęcenie załogi Westerplatte miało pójść na marne? Na zdjęciu ostrzał z pancernika Schleswig-Holstein w pierwszych dniach wojny.

Gdy jeden z przedstawicieli polskich interesów na emigracji dostaje list zachęcający go do przybycia do okupowanego kraju, aby stworzyć rząd – sprawa ta nie może nie budzić podejrzeń. Powrót oznaczał bowiem kolaborację. Czy Giedroyć był „polskim Quislingiem”?

„Nie bądź głupi, wracaj, robimy rząd” – takiej treści kartkę odebrał emigracyjny działacz i polityk, Jerzy Giedroyć. Nadawcą był Aleksander Bocheński, człowiek szukający modus vivendi z niemieckim okupantem. O co właściwie chodziło Bocheńskiemu, członkowi sanacyjnej grupy „Wawel” przygotowującej postanie konspiracyjnej organizacji o nazwie Konfederacja Narodu?

Nie jest tajemnicą, że Giedroyć nie należał do zwolenników Sikorskiego. Do premiera-generała „zraziła mnie – pisał – jego małostkowość i mściwość. Był człowiekiem, dla którego decydujące były porachunki za przeszłość”. Tę cechę charakteru nowego premiera odczuł osobiście minister Beck, otrzymując od Sikorskiego ordynarną odpowiedź na propozycje oddania do dyspozycji nowego rządu akt z archiwum MSZ. „Do tego dochodziła arogancja i zarozumiałość, przy całkowitym uzależnieniu się od Francji” – pisał polityk w Autobiografii na cztery ręce.

Giedroyć odnalazł swoje miejsce w godnej kompanii przeciwników rządu Sikorskiego. Obok niego w szeregu krytyków stali między innymi bracia Bocheńscy, Adolf i Józef, którzy nie potrafili „myśleć o politykach z obozu generała Sikorskiego i profesora Kota bez głębokiej odrazy”.

Jerzy Giedroyć w 1975 roku w Centrum Dialogu oo.Pallotynów w Paryżu w towarzystwie między innymi Czesława Miłosza.

fot.Andrzej Tadeusz Kijowski, lic. CC BY-SA 3.0 Jerzy Giedroyć w 1975 roku w Centrum Dialogu oo.Pallotynów w Paryżu w towarzystwie między innymi Czesława Miłosza.

Można nie zgadzać się z opinią Giedroycia i Bocheńskiego, lecz wypada brać pod uwagę ładunek intelektualny tkwiący w umysłach obu mężczyzn. Trzeba również pamiętać, że nie byli oni osamotnieni w swoich racjach. Opozycja wobec rządu Sikorskiego konsolidowała się wokół obozu piłsudczykowskiego, jednak nie ograniczała się tylko do tak zwanych sanatorów. Włączyli się do niej ludzie spoza zaklętego kręgu sanacji. Jerzy Giedroyć i Józef Bocheński są tu najlepszym przykładem.

Po klęsce 1939 roku Jerzy Giedroyć oddał się obowiązkom pracy w ambasadzie bukaresztańskiej, a tu priorytetem była pomoc Polakom zamierzającym przedostać się do armii we Francji. To właśnie podczas pełnienia tych obowiązków otrzymał on kartkę pocztową o wyżej wspomnianej treści. Jej autor, Aleksander Bocheński (brat Józefa i Adolfa), razem z Januszem Radziwiłłem, konserwatywnym politykiem i byłym senatorem II RP, marzyli o restytucji państwa polskiego pod kuratelą III Rzeszy.

Komentarze (1)

  1. Pawel Malarecki Odpowiedz

    skoro był w Bukareszcie w 39 i 40 to wiedział że rząd kooperujący z Niemcami i ustępujący terytorialnie (Rumuński) 1) zachowuje kontrolę nad swoim terytorium 2) nie dopuszcza wojska niemieckiego na terytorium własnego kraju, 3) zapewnia bezpieczeństwo własnym obywatelom (profesorów wymordowali dopiero komuniści). Po stronie Giedroycia stały konkretne obserwacje. Honor nie jest funkcją polityki. Rumuni walczyli pod stalingradem jako mięso armatnie – zginęło ich tam mniej niż Polaków w kampanii wrześniowej i powstaniu – a potem wyzwalali Czechy u boku bratniej armii czerwonej walcząc z Niemcami.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.