Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Czy Polska Agencja Prasowa nawołuje do linczu? Byłam na posiedzeniu Społecznego Trybunału Narodowego

fot.Zuzanna Pęksa Drugie posiedzenie Społecznego Trybunału Konstytucyjnego. Po prawej prof. Tomasz Panfil, po lewej – Tadeusz Płużański.

Społeczny Trybunał Narodowy prowadzi swoje procesy w centrum prasowym PAP-u. W zaproszeniach rozsyłanych przez agencję widnieje wprost: „analizowane będą życiorysy” w celu uznania oskarżonych „za infamisów”. Za pieniądze podatników organizowany jest żenujący spektakl, który może skończyć się tragedią.

Pierwsze zaproszenie dotarło do naszej redakcji w lutym bieżącego roku. „Informujemy o posiedzeniu Społecznego Trybunału Narodowego podczas którego analizowane będą życiorysy Bolesława Bieruta i Stefana Michnika pozwalające na uznanie obu za infamisów”. Brzmiało to jak ponury dowcip, a może jakaś farsa o politycznym zabarwieniu. Na pewno jednak nie poważna inicjatywa. Tyle tylko, że wiadomość przyszła z adresu Centrum Prasowego PAP. A samo wydarzenie miało się odbyć nie gdzie indziej, a w siedzibie Agencji.

Druga wiadomość wylądowała w naszej skrzynce 29 maja. Tym razem nie zamierzaliśmy jej zignorować. Treść była łudząco podobna. Znów mowa o bliżej nieznanym Trybunale i budzącej konsternację „infamii”. Pod słowem tym kryje się znana z czasów rzymskich kara polegająca na sądowym pozbawieniu człowieka czci i praw obywatelskich. Dotąd byliśmy przekonani, że w Polsce po raz ostatni wyroki infamii wydawano ćwierć tysiąclecia temu – jeszcze w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Kto w takim razie przyznał sobie prawo do szafowania tą karą honorową? Postanowiliśmy to sprawdzić.

fot.domena publiczna Bolesław Bierut został skazany na infamię na pierwszym posiedzeniu Społecznego Trybunału Narodowego.

O co właściwie chodzi?

Posiedzenie wyznaczono na 30 maja. We wcześniejszej wiadomości podkreślono, że akredytację uzyskają tylko osoby spełniające odpowiednie kryteria i że „nie wystarcza przynależność do związku bądź stowarzyszenia dziennikarskiego”. Restrykcje sugerowałyby, że chętnych jest więcej niż miejsc. A jednak na sali znajduje się tylko dwunastu słuchaczy (z czego trzy osoby należą do samego Trybunału a jedna z Pań jest najprawdopodobniej wydelegowana przez PAP). Przed STN mają stanąć Władysław Gomułka i Zbigniew Domino. Pierwszy rzecz jasna zaocznie. Bo przecież towarzysz Wiesław nie żyje od 1982 roku.

Trybunał jest 11-osobowy, w jego skład wchodzą sami mężczyźni. Tym razem wyrok ma wydać pięciu członków, w tym dwóch wnioskujących o infamię. Jako prezes zostaje przedstawiony Tadeusz Płużański. W notce rozdawanej przed wejściem zostaje określony mianem publicysty. To także prezes fundacji „Łączka”. Jest związany z Redutą Dobrego Imienia, zaś prywatnie to syn skazanego na karę śmierci wraz z rtm. Pileckim prof. Tadeusza Płużańskiego. Nikt nie zadbał, by w tekście znalazła się informacja, że Płużański, owszem, skazany został, ale dożył roku 2002. Najpierw zmieniono mu wyrok na dożywotnie więzienie, wyszedł po ośmiu latach.

Komentarze (3)

  1. Marek Andzrej Rudnicki Odpowiedz

    Nareszcie ludzie biora sprawy w swoje rece. Czas zakonczyc ten {„chocholi taniec” Smierc wszelkiego rodzaju komuchom i lewactwu, zdrajcom ojczyzny.Opcja pani dziadkow, zostanie rozliczona, niezaleznie od tego ile klamliwych portali czy blogow, ma pani zamiar uruchomic.
    Smierdzi od pani lewacka zdrada na kilometr i nie ukryje sie tego pod przykryciem niewinnej buzki, absolwentki filologii.

    • Pan Grzegorz Odpowiedz

      Taka propozycja. Wstań od kompa. Wyjdź na powietrze. Przespaceruj się. Skoś trawę w ogródku. Grządki popiel. Będzie pożytecznie. A z pewnością będzie to mądrzejsze działanie, niż pisanie takich komentarzy. Zdrowia życzę.

  2. Jerzy Serafin Odpowiedz

    Rzetelnie napisany tekst, stawia bardzo trafne pytania. Liczę na to, że PAP nie będzie kontynuowało skandalicznej współpracy z organizatorami STN-u. A przecież te „posiedzenia” mogłyby być – pod inną nazwą i w wykonaniu światlejszych osób – rzeczową debatą historyków o walorze edukacyjnym, a nie warunkowanymi ideologią i zacietrzewieniem spotkaniami propagandowymi.
    A piewcom walki z „wszelkim lewactwem” polecić pozostaje tylko stale się dokształcać i ćwiczyć samodzielne rozumowanie, gdyż poziom niewiedzy i umysłowego uwiądu tych osób zatrważa.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.