Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Jak Sowieci „wyzwalali” Gdańsk w marcu 1945 roku?

fot.materiały archiwalne/historia.trojmiasto.pl Gdańsk w czasie „wyzwalania” stał się ruiną

Już w styczniu 1945 roku w Gdańsku zaczęły pojawiać się pierwsze kolumny uchodźców, przede wszystkim z Prus Wschodnich. Napływająca stopniowo masa ludzi musiała zostać gdzieś ulokowana. Administracja niemiecka zaczęła zapełniać nimi szkoły, świetlice, internaty i inne tego typu placówki. Hotele zostały zamienione na lazarety. Zaczęto czuć grozę nadchodzącej tragedii. Powoli zaczynało brakować schronów, lekarstw, jedzenia.

Tymczasem Hitler wydaje rozkaz do utrzymania Gdańska za wszelką cenę. Niemcy już wcześniej zaczęli przygotowania do obrony, budując trzy pasy umocnień opartych na naturalnych przeszkodach wokół Gdańska i okolic. Najważniejsze to obrona portu w Gdańsku. Po pierwsze, aby ewakuować jak największą liczbę ludności cywilnej, a po drugie by móc otrzymywać dostawy amunicji i sprzętu do dalszej walki.

Gdańskiego Rejonu Umocnionego broniły wojska 2. Armii należącej do grupy armii „Weichsel”, którą dowodził generał Dietrich von Saucken. Orientacyjnie można przyjąć, że Niemcy dysponowały ok. 140-160 tysiącami ludzi z czego olbrzymia ich liczba to byli ranni i niezdolni do walki. Von Saucken miał też do dyspozycji około 180 baterii artylerii, 200 dział samobieżnych i prawie 170 czołgów. Niestety w większości nieczynnych z powodu braku paliwa. Dodać też należy wsparcie z redy portu gdyńskiego przez okręty Kriegsmarine.

Dietrich von Saucken

Do zdobycia Gdańska skierowane zostają wojska 2 Frontu Białoruskiego pod dowództwem generała Rokossowskiego. Do walk wyznaczono też Polaków – Brygadę Pancerną im. Bohaterów Westerplatte. Było to działanie stricte propagandowe polskich władz komunistycznych, ponieważ według wcześniejszych ustaleń Gdańsk miał po wojnie należeć do Polski. Udział Brygady był raczej niewielki. Jej wojska i czołgi brały udział w walkach o Wejherowo, Gdynię i symbolicznie wręcz w szturmie Gdańska.

23 marca padł Sopot i wojska sowieckie rozbiły obronę niemiecką na dwie części. W tym czasie rozpoczęły się regularne naloty na miasto. W większości przeprowadzane przez Sowietów, ale i przez aliantów zachodnich. Mimo tysięcy ton bomb miasto działało w miarę normalnie. Funkcjonowała administracja, urzędy, sklepy. Do nalotów przyłączył się morderczy ostrzał artyleryjski, który trwał do 27 marca. Starówka z jej zabytkami, kościołami i całymi ulicami przestała istnieć. Do tego należy dodać ogromne starty wśród ludności cywilnej, której wtedy przebywało w Gdańsku kilkaset tysięcy.

Szokujące wspomnienia

Tak wspominała tamte dni Marta Gehrman:

O godzinie 14.00 rozpoczął się straszny nalot na Nowy Port, Gdańsk i przedmieścia, który trwał do godziny 18.00. Ukazał się nam wstrząsający widok. Symbole Gdańska: kościół Marii Panny, Żuraw Gdański, wszystkie kościoły, cały Gdańsk – jedno morze ognia.

Należy też dodać, że małą cegiełkę do zagłady miasta dołożyli też Niemcy ostrzeliwując je ogniem okrętów operujących na wybrzeżu.

28 marca rozpoczyna się ostateczne sowieckie unicestwienie miasta. To co nie zostało zbombardowane, zostaje podpalone. Rozpoczynają się grabieże, mordy i gwałty. Starówka gdańska została zniszczona w 90 procentach. Na ulicach miasta dzieją się dantejskie sceny. Grupy sowieckich żołnierzy wręcz „polowały” na kobiety, wyciągając je z piwnic, schronów i brutalnie gwałcąc, bez względu na to czy były Niemkami, Kszubkami, czy Polkami. Dla nich ich narodowość nie stanowiła żadnej różnicy. Często po gwałtach były zwyczajnie mordowane. Na porządku dziennym był wszelki rabunek, pijaństwo i rozstrzeliwanie za wszelki przejaw protestu.

fot.Sylwester Braun / Zbiory Narodowego Muzeum Morskiego Rumowisko na ulicy Stągiewnej na Wyspie Spichrzów

Magdalena Meller tak opisywała spotkanie z „wyzwolicielami”:

Szybko znaleźli jedną z moich koleżanek, młodą i śliczną dziewczynę. Rzucili ją na duży stół w jednej z sal. Odarto ją z odzieży i przytrzymując rozciągniętą, wielokrotnie brutalnie zgwałcono. (…) Była półprzytomna i zakrwawiona, ostatkiem sił schodziła, a właściwe zsuwała się ze stołu. Krew lała się jej po nogach.

W podobnym tonie wypowiadała się pielęgniarka ze szpitala św. Elżbiety w Gdańsku Helga Liedke:

Rosjanie wkroczyli do szpitala i zastrzelili 200 rannych. Lekarze usiłowali wytłumaczyć oficerom, że to są żołnierze. Rosjanie nie zwracali na nic uwagi, rozstrzelali większość lekarzy i pielęgniarek, które wcześniej zgwałcili. Rosemarie, moja 21-letnia siostra została na moich oczach zakneblowana, zgwałcona i zabita.

To tylko dwie z koszmarnych relacji z marca 1945 roku. Dzikie ekscesy i bestialstwo z udziałem Sowietów działy się jeszcze przez kilka tygodni. Tego co Rosjanie nie ukradli, to zniszczyli, bawiąc się strzelaniem do celów, czy wrzucaniem granatów do piwnic.

Ile ludności cywilnej zginęło w Gdańsku i okolicach?

Nie sposób tego do dzisiaj oszacować. Nie ma wiarygodnych danych ile osób było w marcu w mieście, gdy rozpoczęły się walki. Pojawia się liczba 700 tysięcy (przytacza to Jan Daniluk, historyk z Muzeum II Wojny Światowej). Kolejne, bardziej wiarygodne liczby pojawiają się w dokumentach z 1943 roku i mówią, że Gdańsk liczył 300 tysięcy ludzi, a w następnych, już sporządzonych przez polską administrację, wynika, że w kwietniu 1945 roku było w mieście 130 tysięcy ludzi.

fot.ylwester Braun / Zbiory Narodowego Muzeum Morskiego Śródmieście Gdańska zostało niemal doszczętnie zniszczone

Oczywiście jak wspomniałem na samym początku materiału, już w styczniu do Gdańska zaczęły napływać setki tysięcy uchodźców, więc liczba mieszkańców znacznie się powiększyła. Dodać też trzeba, że Niemcom udało się ewakuować drogą morską kilkaset tysięcy ludzi. Części powiodła się też ewakuacja drogą lądową na Zachód.

Wiadomo za to jakie były straty po obu stronach: Niemców zginęło około 39 tysięcy, a Rosjan około 31 tysięcy.
30 marca 1945 roku Gdańsk przeszedł we władanie Rządu Tymczasowego, który powołał do życia województwo gdańskie i rozpoczął się kolejny etap w życiu miasta i jego mieszkańców, w większości nowych.

Bibliografia:

  1. Pomorze w ogniu. Historia II wojny światowej i nieznane relacje świadków, Biblioteka Gazety Wyborczej 2009
  2. Gdańsk wojenny i powojenny, Marek Wąs, Bellona 2016
  3. Gdańskie historie: marzec 1945 – straszny koniec miasta Danzig, Mieczysław Abramowicz, www.gdansk.pl, luty 2017.

Komentarze (21)

    • Anoda Odpowiedz

      Masz racje ,ale niemcy rowniez nimi byli. Pomimo wszystko wolalbym jednak zyc w niemczech Hitlera niz w rosji Stalina.

      • Binio Odpowiedz

        Cały pomiot banderowski tal bełkocze. Moglibyście bezkarnie Lachów rezać? A może ty szmalcowniczy pomiot jesteś. Jedno nie wyklucza drugiego…

  1. Gertruda Odpowiedz

    Wszystkie armie świata stosują takie metody ale wolę być zgwałcona i żyć niż być, wolna przez komin jak robili Niemcy .

    • Sławomir Malinowski Odpowiedz

      Teraz rozumiem dlaczego kobiety są gwałcone? Tylko dlaczego 99,9% kobiet mówi co innego niż pani!

      • Binio Odpowiedz

        Wolał byś iść do nieba katolików przez komin krematorium? I pewnie wstyd ci, że to właśnie durni Ruscy ci dziadków z gazu u pana Niemca wyciągnęli. Bo przecież mieli dziadkowie podlegać „ostatecznemu rozwiązaniu” zaraz po Żydach, a ci się pracowitym i systematycznym Niemcom właśnie skończyli. A może uważasz, że wyzwolili by ich Amerykanie?
        Wtedy sam siebie jako debila przedstawiasz…
        No chyba że dziadkowie folksdojczami byli, bo banderowcy też by do piachu poszli.

  2. Helena Odpowiedz

    Wolę być zgwałcona? Nie wierze że to widzę.Proszę sobie przeczytać książkę Czerwona Zaraza.Nie pamiętam teraz autora ale jest ogólnie dostępna.Myśli Pani że by Panią zgwałcono i pogłaskano po głowie? W wielkim procencie by Pani tego nie przeżyła i wylądowała w rowie z butelką między nogami.Albo umarła w trakcie po dwudziestym gwałcie.Większość tych kobiet po takim gwałcie nigdy już nie wróciło do zdrowia.Co Pani pisze? Gwałcono dzieci ,kobiety i staruszki.Im było wszystko jedno.Pili ,gwałcili i kradli.Podpalali wszystko co stanęło im na drodze.I śmierć w krematorium jest okrutna i gwałty armii.Nie ma tu porównania co gorsze.I oby nigdy nam nie było dane tego przeżyć.

    • Binio Odpowiedz

      Przeżyłaś bez obiekcji większą „hańbę” niż gwałt sołdata, i ciągle żyjesz. Twoich dziadków z gazu u pana Niemca przecież Ruscy wyciągnęli, bo bez tego poszliby do krematorium zaraz po Żydach. Ale ty wolisz udawać, że o tym nie wiesz, bo wypadało by się wrażliwcowi własnoręcznie powiesić, by klejmo ruskiego brańca zmyć. Dlaczego to woskowe serduszko wzruszone losem „zgwałconych” Nienek nie wspomniało nawet o wcześniej zgwałconych warszawskich sanitariuszkach, harcerkach, którym po zbiorowym gwałcie wbijano w przyrodzenie butelkę po wódce, rozbijając ją następnie kolbą, co równało się śmierci w męczarniach? A może ty po prostu marzysz o gwałcie z „rąk” niemieckiego, wypachnionego gemajna, bo tylko zboczone marzenia ci zostały?

  3. Orkan77 Odpowiedz

    Po pierwsze artykuł jest tendencyjny. Ani słowa o tym że Niemcy zamienili Gothenhaven i Danzig w Festung czyli twierdze. Ani słowa że bronili oba miasta zacięcie. Np z młodzieży HJ utworzono korpusy przeciwpnacnerne na rowerach i z panzerfaustami. Ani słowa autor nie napisał że dla Radzieckcih to czwarty rok wojny. Że na ziemiach ZSRR naoglądali się przykłady bestialstwa niemieckich okupantów gdzie nie kończyło się na gwałtach i rabunku a na ludobójstwie. Autor zapomniał o krytyce źródeł osobowych że mogą być podkoloryzowane. Zachowanie RKKA w zdobytym mieście nieprzyjaciela niczym się nie różniło od zachowania innych armii. Wyjątkiem był WH na ziemiach słowiańskich z przyczyn rasowych.

  4. joko Odpowiedz

    Co w tym dziwnego,to była tylko mała odpowiedż na poczynania szkopów ,to oni pierwsi mordowali,to oni pierwsi grabili,to oni pierwsi palili, a że przy tym cierpieli niewinni-czyżby?,ponad 90 hajlowało- to pretensje do Pana Boga. Tak jak za bezeceństwa tfuska odpowiadają nie tylko ci co głosowali za nim ale i ci co nie poszli do głosowania.

  5. Ryś Odpowiedz

    Kto pisał Ten durnowaty artykuł jak ruski weszli to zaczęły się dantejskie sceny A jak były Szwaby to co była sielanka widać że autor tego tekstu jest typowym rusofobem, siejący nienawiść do ruskich czyli wychodzi z tego tekstu że Niemcy byli cacy a Ruscy byli źli jest to typowy objaw pisowców

  6. Zbigniew Jurczak Odpowiedz

    Czy w Polsce, zarówno w PRL-u jak i III RP historia musi być zawsze propagandą? Czy coś takiego jak obiektywizm historyczny obcy jest Autorowi? Jeszcze jedno pokolenie tego typu urabiania pod siebie historii i głównym sprawcą wszelkich nieszczęść Polaków i Niemców w II wojnie będą Rosjanie. To oni zrujnowali Polskę, panie Autorze? To Hitler sam rozpętał wojnę i sam walczył? Naród go nie popierał? Oczywiście, że metody walki i zachowanie Rosjan było dla Niemców przerażające, za to niedaleki Stutthof już nie? Wojna drogi panie, to nie żadna kultura i humanitarne zachowania. Cywilizowany i elegancki Niemiec niósł w świat przemysł militarny, Oświęcim i metody Einsatzgruppen. Stalin mógł jedynie dać radę drugiemu dyktatorowi. Nie miał cywilizowanej i eleganckiej armii. Miał dziką niczym orda armię. Celem jednych było unicestwienie drugich wszelkimi metodami. Pieprzenie o rosyjskich zniszczeniach i wręcz lekceważenie udziału Polaków – to polska szkoła hipokryzji historycznej. W PRL-u też traktowano historie podobnie czyli propagandowo. Nawet fikcja literacka o tym okresie (choćby J.Littel) jest bardziej obiektywna niż polska szkoła historyczna rodem z IPN. Pozdrawiam.

  7. Binio Odpowiedz

    Debilny tekścik (poczynając od tytułu), więc nie dziw, że i „komentarze” częściowo debilne. Po pierwsze, Ruscy nie wyzwalali Festung Danzig, oni go zdobywali w ciężkich walkach. W zdobytym mieście śmiertelnego wroga zachowywali się jak zdobywcy. Tylko idiota uważa wojnę za szermierkę dżentelmenów, od zarania dziejów wojna to ludzka rzeźnia i polega na możliwie dokładne zredukowanie pogłowia przeciwników. Z obu stron. Wojna odczłowiecza ludzi. W tym samym stopniu czyni to wojna o „koryto”, jak wojna religijna. nawet domowa. Rewelacje tych co przecież przeżyli o „masowych mordach i gwałtach na cywilach” wkładam między bajki, bo mam informacje z pierwszej ręki o zdobywaniu Wrocławia (Festung Breslau) i okolicznych miejscowości, gdzie zdobywców „witały” latarnie i słupy energetyczne obwieszone zwłokami cywili i folksturmowców oskarżonych o defetyzm i natychmiast, bez sądu wieszanych lub rozstrzeliwanych. Mam relację Polaków którzy przeżyli wyzwolenie w Oławie (Ohlau), że na trzeci dzień po zajęciu miasta przez Ruskich na terenie dworca kolejowego samorzutnie utworzył się dom publiczny, gdzie Niemki zarabiały wiadomo czym na żywność dla rodziny i tytoń dla teściów. Ugłaskiwanie zdobywców przez kobiety pobitych jest stare jak wojny. Tych co się tematem interesują zachęcam do poznania historii wyzwalania Francji w czasie i po lądowaniu w Normandii i podczas „wyzwalania” Włoch. Tam Amerykanie i Anglicy nawet nie Niemki gwałcili. I co?
    Najdurniejszy wpis wygnietli z rozumków „Jako”, i „Anonim” bo po kimś kto się podpisuje pod podobnym pierdem jako „Polak” nikt się myśli i wiedzy nie spodziewa. I po co wam durni Ruscy dziadków z gazu u pana Niemca wyciągali, hołoto? Po to byście bachory za chlebem do Niemiec wysyłali, by podmywali zmurszałe doopska gestapowcom?
    Normalny los bezrefleksyjnego ćwoka…

  8. Anonim Odpowiedz

    Litość nad Niemcami to zbrodnia,przyczyną nieszczęśc w Europie jest naród niemiecki i nie mozna się rozczulać! Zasłużyli na taki los,być może będą mieli nauczkę na przyszłość.

  9. Atanazy Pustelnik Odpowiedz

    Po pierwsze proszę nie marginalizować ostrzału artylerii okrętów niemieckich. O ile Schlesien miał ją tylko teoretycznie silną (mocno zużytą o słabej celności i awaryjną, średnią praktycznie nie do użytku), to Prinz Eugen i Leipzig ze swymi nowoczesnymi działami miały potężną siłę ognia. Rosjanie nawet sprowadzili specjalnie ciężką artylerię i wyspecjalizowaną jednostkę lotniczą, aby je odgonić, bo nie mogli przebić się przez nawałę ogniową prowadzoną przez niemieckie okręty. Nawałę ogniową chcąc nie chcąc niszczącą w stopniu znacznym zabudowę miasta, znacznie często większym niż mało celne z reguły sowieckie bombardowania i jeszcze mniej celne bo robione z dużej wysokości, alianckie. Hitler dał przyzwolenie na to – wyraźnie rozkazał, aby Gdańsk bronił się do końca nawet jeśli zostaną już tylko same ruiny…

    A Gdańsk z polskiej strony miały „wyzwalać” siły w sile batalionu wspartego kilkoma czołgami. W praktyce było to coś koło kompanii, być może jeden czołg, reszta po drodze „dyplomatycznie” uległa awariom (w Gdańsku pancerfausty siały istne spustoszenie wśród sowieckich czołgów). Co prawda wystarczyło to na zawieszenie polskiej flagi na Dworze Artusa, co większość niemieckich obywateli Gdańska przyjęło jako skrajne upokorzenie…

    Ponoć skala zbrodni zaskoczyła nawet samego Rokossowskiego – do zdobycia miasta wysłał bowiem najbardziej doświadczone jednostki „rodowodem” z europejskiej części związku sowieckiego, do tej pory w większości nie „wyróżniające się” jakimś szczególnym zdziczeniem. Zamiast jednak zdecydowanie przeciwdziałać temu sowieckiemu „zdziczeniu”, zajął się głównie tuszowaniem zbrodni swoich żołnierzy…
    Mimo to, wiedząc o tym, nasze władze: „W czwartą rocznicę wyzwolenia Trójmiasta, 30 marca 1949 r. na wspólnym posiedzeniu Miejskich Rad Narodowych Gdańska, Gdyni i Sopotu w sali dzisiejszej Opery we Wrzeszczu, specjalną uchwałą przyznały K. Rokossowskiemu tytuł Honorowego Obywatela Gdańska i Gdyni.” „10 kwietnia w Legnicy delegacja władz Gdańska i Gdyni wręczyła marszałkowi dyplomy z nadaniem tego wyróżnienia za osobisty wkład w wyzwolenie tych miast.” (…)

    A zbrodni wojennych nie można zostawić nierozliczonych i to nawet jeśli były odpowiedzią na niesłychane zbrodnie strony przeciwnej, i jeśli ich sprawcy już nie żyją lub są dziś starcami.

    Dotyczy to także polskich zbrodni wojennych. Może jako gwałciciele nasi żołnierze się specjalnie nie dali Niemcom poznać – we znaki, ale zarówno walcząc po stronie sowieckiej jak i aliantów zachodnich, niektórzy przy najmniej z nich „wsławili się” nagminnym rozstrzeliwaniem niemieckich jeńców (choć na froncie wschodnim ponoć było to zjawisko powszechne w polskich jednostkach). Jeden z oficerów sowieckich pisał o tym z oburzeniem, że należy to ukrócić, gdyż przez to polskie nagminne „stawianie fryców pod mur”, nie ma dostatecznej liczby jeńców których można by było przesłuchać (…).

    Zbrodnie wojenne nie rozliczone choćby nawet tylko moralnie, mszczą się i to nawet po bardzo długim czasie… Jak na przykład miało to miejsce w byłej Jugosławii, gdzie nie rozliczono zbrodni ustaszy i czetników.
    Nie rozliczone wrastają bowiem głęboko swymi korzeniami nie tylko w świadomość zbiorową narodów ale i ich kulturę o czym świadczy dobitnie np. banderowska „pomnikomania” na Ukrainie, a u nas w Polsce bezrefleksyjne gloryfikowanie niektórych zbrodniarzy jako niezłomnych żołnierzy wyklętych…

Odpowiedz na „jokoAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.