Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Jak powstała jedna z najważniejszych polskich książek okresu powojennego?

Moczarski spędził na rozmowach z Jürgenem Stroopem wiele godzin. W ten sposób zebrał unikalny materiał, który posłużył za kanwę książki "Rozmowy z katem".

fot.domena publiczna Moczarski spędził na rozmowach z Jürgenem Stroopem wiele godzin. W ten sposób zebrał unikalny materiał, który posłużył za kanwę książki „Rozmowy z katem”.

Obiektywny reportaż, kreacja autorska czy materiał kompromitujący komunistów? Ta książka od momentu powstania budziła ogromne emocje. Zanim jednak „chwyciła w 100 tysiącach egzemplarzy”, jak chciał autor, trzeba było stoczyć prawdziwą batalię o jej wydanie. 

[Moczarski pisał „Rozmowy z katem” na przestrzeni wielu lat], stukot maszyny do pisania dobiegający z pokoju ojca jest jednym z najbardziej wyrazistych wspomnień dzieciństwa jego córki. Treść opowieści tkwiła w nim od czasu spotkania ze Stroopem w celi na Rakowieckiej w 1949 roku. „Jest we mnie jakaś choroba – mówił Andrzejowi Szczypiorskiemu. – Wszystkie zdania Stroopa słyszę dokładnie, nawet z intonacją, jakbym spisywał z taśmy magnetofonu. I widzę go, każdy ruch, spojrzenie, grymas, jakby to było na ekranie”.

Moczarski wiele razy mówił o tym, świadomość wyjątkowości tego spotkania towarzyszyła mu niemal od pierwszych chwil w jednej celi ze Stroopem i Schielkem. Wrodzona ciekawość świata i dziennikarski instynkt zadziałały bezbłędnie, pozwalając otworzyć się na wyznania dwóch nazistów. Był wówczas jednocześnie chłodnym analitykiem i gorącym uczestnikiem zdarzeń, o których rozmawiali w celi.

Życie w celi i życie w wyobraźni

W 1973 roku tak to wyjaśniał redaktorowi miesięcznika „Odra” Mieczysławowi Orskiemu (wywiad ukazał się po zakończeniu publikacji Rozmów, Moczarski mówi o spotkaniu ze Stroopem, pomijając milczeniem okoliczności, w jakich do niego doszło, tylko tyle można było powiedzieć wprost):

W tym czasie potrafiłem żyć równocześnie w dwóch światach: w celi i w wyobraźni. Kiedy słuchałem Stroopa, niemalże wcielałem się w jego osobowość; czułem, widziałem i przeżywałem to, co on czuł, widział i przeżywał. Pod jego opowieści podkładały się w mojej wyobraźni przeżyte przeze mnie zdarzenia i zapamiętane z przeszłości treści; na przykład, kiedy mówił o Ukrainie, stawały mi przed oczyma konkretne obrazy Masłowskiego i Bodisco, lokalizowałem Stroopa w ich – ożywionym – pejzażu.

"Kiedy słuchałem Stroopa, niemalże wcielałem się w jego osobowość" - wspominał po latach Kazimierz Moczarski.

fot.domena publiczna „Kiedy słuchałem Stroopa, niemalże wcielałem się w jego osobowość” – wspominał po latach Kazimierz Moczarski.

Obserwowałem przy tym w sobie jeszcze inne zjawisko: moje zmysły i instynkty rozwinęły się do zadziwiającego poziomu, a zarazem mój umysł osiągnął bardzo wysoką zdolność kombinowania, kojarzenia, wspomnianej już koncentracji. Umiałem pisać w myśli, wyobrażając przed sobą kartkę papieru, i to tak, że mogłem potem wracać do jakiegoś oznaczonego miejsca na tej kartce. Zresztą, ciągle te kartki „wertowałem”, wracałem do nich, już po rozstaniu ze Stroopem. Sprzyjała mi samotność, brak jakichś innych bodźców zewnętrznych.

O niezwykłym stanie wewnętrznego skupienia piszą we wspomnieniach niemal wszyscy więźniowie polityczni, którzy spędzili wiele miesięcy odizolowani w pojedynczych celach.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.