Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Czy to oni rzucili nazistowskie Niemcy na kolana? („Władcy przestworzy” Donald L. Miller)

Historia ludzi, którzy spędzając większość czasu na wysokości prawie ośmiu kilometrów w mroźnym powietrzu walczyli nie tylko o własne życie, ale i o kształt świata. „Władcy przestworzy” Donalda L. Millera to książka dogłębnie prawdziwa. Bo oparta na autentycznych wspomnieniach, wywiadach i dokumentach.

Jeśli oglądaliście film „Ślicznotka z Memphis”, opowiadający o ostatnim locie bojowym załogi amerykańskiego ciężkiego bombowca B-17 Forteca (którym dziesięciu dzielnych Amerykanów poleciało, aby zbombardować niemiecką fabrykę samolotów) – książka Millera to lektura idealna dla Was. Bohaterowie akcji zrzucili bomby prosto na cel, ale do bazy powrócili ze stratami – w postrzelanym samolocie, z uszkodzonymi silnikami i instalacjami, z rannymi na pokładzie.

Mieli szczęście, bo początkowo średnio jedynie kilkunastu spośród ich 100 kolegów dawało radę przeżyć turę bojową liczącą 25 lotów. Ci, którzy przeżyli mogli wrócić do Stanów, aby zachęcać kolejnych młodych ludzi do wzięcia udziału w podniebnej krucjacie, niosącej zniszczenie trybom niemieckiej gospodarki wojennej i śmierć nazistom.

Ta podniebna krucjata to główny motyw przewodni książki napisanej przez amerykańskiego historyka Donalda L. Millera pod tytułem „Władcy przestworzy. Amerykańscy lotnicy w walce z nazistowskimi Niemcami”. Praca autora zasługuje na duże uznanie, ponieważ zebrał on, przestudiował i wykorzystał rozliczne źródła alianckie i niemieckie, materiały prasowe, dokumenty wywiadowcze oraz wspomnienia naocznych świadków. Sama bibliografia, na której oparł się Miller, spisana jest na ponad 30 stronach, a tekst główny opatrzony został blisko dwoma tysiącami przypisów.

Tytułowa "Ślicznotka" z amerykańsko-brytyjsko-japońskiego filmu "Ślicznotka z Memphis" to bombowiec B-17, amerykański czterosilnikowy ciężki samolot bombowy dalekiego zasięgu, zbudowany w połowie lat 30-tych XX wieku. Film przedstawia ostatnie zadanie samolotu i jego załogi - bombardowanie Bremy.

fot.Photokora/ CC BY-SA 4.0 Tytułowa „Ślicznotka” z amerykańsko-brytyjsko-japońskiego filmu „Ślicznotka z Memphis” to bombowiec B-17, amerykański czterosilnikowy ciężki samolot bombowy dalekiego zasięgu, zbudowany w połowie lat 30-tych XX wieku. Film przedstawia ostatnie zadanie samolotu i jego załogi – bombardowanie Bremy.

Piekielna walka blisko nieba

Oprócz historii walk amerykańskich załóg bombowców, wyruszających w wielkich formacjach, aby tworzyć w III Rzeszy „lokalne filie piekła”, Autor opisał dzieje rozwoju koncepcji bombardowań strategicznych oraz warunki, w jakich przyszło walczyć lotnikom. Jak czytamy w publikacji nie siedzieli oni wygodnie w ciepłej i hermetyzowanej kabinie, ale w lodowatym kadłubie, w którym przez paręnaście godzin lotu w grubych kombinezonach żołnierze wyliczali kurs, pilnowali pracy silników, zrzucali bomby na cel lub odpierali wrogie myśliwce.

Na wysokości 25 tysięcy stóp (ponad 8 tysięcy metrów) w mroźnym, rozrzedzonym powietrzu problemem mającym wpływ na zdrowie lub życie było nawet zdjęcie rękawicy. Co gdyby spocone dłonie przymarzły do elementów bombowca? Także zwykłe oddanie moczu do metalowego lejka, będącego podręczną toaletą, mogło być niebezpieczne. Podobnie, jak zatkany zmrożoną śliną przewód doprowadzający tlen – co groziło utratą przytomności.

8. Armia Powietrzna pierwsze dzienne naloty na terytorium Niemiec rozpoczęła w styczniu 1943 roku. Formację prowadziła 306. Grupa Bombowa z Franckiem Armstrongiem na czele. Amerykanie stracili jednego B-17, ale strącili 7 niemieckich myśliwców. Na zdjęciu Curtis LeMay, amerykański wojskowy i generał lotnictwa, z jedną z załóg 306. Grupy Bombowej.

fot.United States Army Air Forces/ domena publiczna 8. Armia Powietrzna pierwsze dzienne naloty na terytorium Niemiec rozpoczęła w styczniu 1943 roku. Formację prowadziła 306. Grupa Bombowa z Franckiem Armstrongiem na czele. Amerykanie stracili jednego B-17, ale strącili 7 niemieckich myśliwców. Na zdjęciu Curtis LeMay, amerykański wojskowy i generał lotnictwa, z jedną z załóg 306. Grupy Bombowej.

Plastycznie przedstawione przez Millera „sposoby” utraty życia w czasie bojowych akcji i dzisiaj budzą grozę – lotnikom groziła śmierć od wybuchów, ognia, kul, odłamków, upływu krwi z urwanych kończyn, czy podziurawionych ciał. Niektórych rannych zrzucano na spadochronach z nadzieją, że Niemcy, którzy ich znajdą, szybciej udzielą im pomocy medycznej. Autor obszernie opisał życie lotników w Wielkiej Brytanii, wpływ stresu bojowego na ich psychikę, kwestię internowania w neutralnej Szwajcarii oraz warunki panujące w obozach jenieckich.

Ogniem i mieczem nawiedzali Rzeszę

Przez prawie pięć lat alianccy lotnicy byli „mieczem demokracji”, niosącym wojnę mieszkańcom III Rzeszy, na długo zanim jednostki naziemne przekroczyły granice Niemiec. W nocy czynili to lotnicy RAF (brytyjskie Royal Air Force), zaś w dzień – od sierpnia 1942 roku – Amerykanie z 8. i później z 15. Armii Powietrznej Stanów Zjednoczonych. Ci pierwsi zrzucali bomby na niemieckie metropolie, ci drudzy – starali się celować w strategiczne miejsca wojskowe. Prawda jest jednak taka, że i jedni, i drudzy liczyli, że po prostu trafią w coś, co ugodzi w perfekcyjnie działające tryby machiny wojennej III Rzeszy: obniży morale, spowolni produkcję, unieruchomi transport.

Chociaż Amerykańscy lotnicy starali się mierzyć w dany cel jak najbardziej precyzyjnie, bardzo często zdarzało się, że śmierć ponosili niewinni. Niemcy poczuli się dokładnie tak, jak atakowane przez nich kraje. Na zdjęciu ofiary ostrzału ludności cywilnej przez Luftwaffe.

fot.Julien Bryan/ domena publiczna Chociaż Amerykańscy lotnicy starali się mierzyć w dany cel jak najbardziej precyzyjnie, bardzo często zdarzało się, że śmierć ponosili niewinni. Niemcy poczuli się dokładnie tak, jak atakowane przez nich kraje. Na zdjęciu ofiary ostrzału ludności cywilnej przez Luftwaffe.

Chociaż Amerykanie używali wyrafinowanych celowników i zrzucali bomby mierząc w miarę precyzyjnie, to i tak – przy okazji niszczenia celu – ładunki padały także na okoliczne domy zabijając cywilów, zwolenników i przeciwników nazizmu, a nawet jeńców wojennych czy więźniów przymusowych. Niemcy mogli na własnej skórze przekonać się, jak wyglądało życie mieszkańców Belgradu, Stalingradu, Rotterdamu, Londynu czy Warszawy pod gradem bomb ich rodaków z Luftwaffe. Taka była druga strona medalu wojny, którą w ich imieniu rozpętał Adolf Hitler i jego partyjni towarzysze.

Amerykanów kusiła wizja strategii polegającej na wyeliminowaniu przeciwnika przy pomocy samolotów, które potrafią same się obronić przed atakami myśliwców. Nie wyszło – do pokonania nazistów potrzebna była inwazja i klasyczne zajmowanie terenu przy pomocy piechoty wspieranej czołgami i artylerią. Bombowce nie zadały decydującego ciosu w niemiecką gospodarkę, choć na pewno mocno osłabiły potencjał zbrojny III Rzeszy. Założenia, że bombowce mogą bezkarnie latać w głąb terytorium nieprzyjaciela, bez konieczności zapewnienia eskorty myśliwskiej, pozostały w sferze marzeń. Kosztem nabycia tej wiedzy była utrata setek samolotów strąconych przez niemieckie myśliwce i artylerię przeciwlotniczą.

Pierwotnie pierwszym dniem ataku na Berlin 8. Armii Powietrznej USA miał być 3 marca 1944 roku, jednak z powodu złej pogody akcję odwołano. Celem zastępczym wyznaczono port w Wilhelmshaven. W wyniku ostrzału Amerykanie stracili 9 B-17 i dwa B-24. Mimo tego rosnąca liczba amerykańskich bombowców tak przerastała liczbę niemieckich myśliwców, że nie były one w stanie powstrzymać lotniczej ofensywy. Na zdjęciu formacja B-24 w drodze do celu.

fot.domena publiczna Pierwotnie pierwszym dniem ataku na Berlin 8. Armii Powietrznej USA miał być 3 marca 1944 roku, jednak z powodu złej pogody akcję odwołano. Celem zastępczym wyznaczono port w Wilhelmshaven. W wyniku ostrzału Amerykanie stracili 9 B-17 i dwa B-24. Mimo tego rosnąca liczba amerykańskich bombowców tak przerastała liczbę niemieckich myśliwców, że nie były one w stanie powstrzymać lotniczej ofensywy. Na zdjęciu formacja B-24 w drodze do celu.

Mimo potężnego uzbrojenia w 10-12 karabinów maszynowych, amerykańskie Latające Fortece były licznie strącane, a lotników bombowych 8. Armii Powietrznej zginęło nad Europą około 26 tysięcy – więcej niż Marines w wojnie na Pacyfiku. Każdy zestrzelony samolot oznaczał utratę dziesięciu młodych wyszkolonych mężczyzn, którzy ginęli lub trafiali do niewoli. Jedynie nielicznym udawało się uniknąć niemieckich patroli i szpiclów oraz dotrzeć przez kraje neutralne do Wielkiej Brytanii.

Z punktu widzenia polskiego czytelnika wadą książki może być fakt ograniczenia wątków dotyczących Polski do minimum. Nie ma więc dzielnych polskich dywizjonów myśliwskich eskortujących uszkodzone Fortece powracające do baz; nie ma polskich towarzyszy broni – lotników bombowych zrzucających bomby wspólnie z RAF. Z rzadka przewija się polskobrzmiące nazwisko.

22 marca ponad 800 bombowców, naprowadzanych przez wyposażone w radary H2X samoloty zwane „tropicielami”, zbombardowało Berlin znad grubej powłoki chmur niszcząc wiele celów przemysłowych. Na zdjęciu płonący po alianckim ataku bombowym Berlin.

fot.Bundesarchiv, Bild 183-J30142 / CC-BY-SA 3.0 22 marca ponad 800 bombowców, naprowadzanych przez wyposażone w radary H2X samoloty zwane „tropicielami”, zbombardowało Berlin znad grubej powłoki chmur niszcząc wiele celów przemysłowych. Na zdjęciu płonący po alianckim ataku bombowym Berlin.

Polskie elementy to głównie cele dla amerykańskich bombowców – Blechhammer (Blachownia Śląska, obecnie część Kędzierzyna-Koźla), Warszawa (lot ze zrzutem dla powstańców 18 września 1944 roku), Monowitz (Monowice, gdzie mieścił się jeden z podobozów KL Auschwitz przy tamtejszej zakładach chemicznych), czy Pölitz (Police) i tamtejsza fabryka benzyny syntetycznej, błędnie umiejscowione przez autora na Śląsku.

Sam obóz Auschwitz pojawia się tylko w jednym kontekście: rozważań czy można było zniszczyć tę fabrykę śmierci i dlaczego nie zdecydowano się na taki nalot. Przewija się też Sagan (Żagań), gdzie mieścił się jeden z obozów jenieckich dla lotników alianckich. O marginalizacji tematów polskich świadczy mapka z zasięgiem eskorty myśliwskiej, gdzie zaznaczono Polskę bez Kresów, za wyjątkiem tych włączonych do Generalnego Gubernatorstwa w 1941 roku.

25 kwietnia 1945 roku 8. Armia Powietrzna przeprowadziła ostatnią swą operację bojową w Europie. Latające fortece B-17s zbombardowały zakłady zbrojeniowe Škoda w Pilźnie w Czechosłowacji, zaś Liberatory B-24 zaatakowały górską kwaterę Hitlera w Berchtesgaden. Na zdjęciu załoga B-17F z Dywizjonu 358.

fot.United States Army Air Forces/ domena publiczna 25 kwietnia 1945 roku 8. Armia Powietrzna przeprowadziła ostatnią swą operację bojową w Europie. Latające fortece B-17s zbombardowały zakłady zbrojeniowe Škoda w Pilźnie w Czechosłowacji, zaś Liberatory B-24 zaatakowały górską kwaterę Hitlera w Berchtesgaden. Na zdjęciu załoga B-17F z Dywizjonu 358.

Plusy:

  • plastyczność obrazu, który niemalże zabiera czytelnika w podróże powietrzne i naziemne wraz z bohaterami
  • dobry i bardzo bogaty wybór źródeł
  • pozytywna ocena profesjonalistów od seriali historycznych i wojennych z Hollywood – pracę Donalda L. Millera doceniła już stacja HBO, która na jej podstawie przygotowuje serial na wzór „Kompanii Braci”, czy „Piekła Pacyfiku”

Minusy:

  • praktycznie brak polskich wątków
  • brak większej ilości wspomnień strony przeciwnej – lotników Luftwaffe, którym przyszło walczyć z wielkimi jak stodoły maszynami, czy niemieckich artylerzystów

Zgrzyty:

  • nie ma osób, dzieł i książek doskonałych: tu jednak zgrzyty są na tyle małe w stosunku do całościowego efektu, że praktycznie nie istnieją

Metryczka:

Autor: Donald L. Miller
Tytuł: „Władcy przestworzy. Amerykańscy lotnicy w walce z nazistowskimi Niemcami
Wydawca: Replika
Oprawa: twarda
Liczba stron: 600
Rok wydania: 2017

Porywająca historia ludzi, którzy w swoich bombowcach, pomogli rzucić nazistowskie Niemcy na kolana:

Komentarze (1)

  1. ola22 Odpowiedz

    brak polskich wątków? chcecie poczytać o Dywizjonie im. Ziemie Mazowieckiej? to polecam The devil’s tinderbox…

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.