Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Jak przesłuchiwano templariuszy i do czego się przyznali?

Jedną z tortur jakie czekały na templariuszy było strappado (wahadło).

fot.domena publiczna Jedną z tortur jakie czekały na templariuszy było strappado (wahadło).

Wyrok na zakon templariuszy zapadł chyba na długo przedtem, zanim jeszcze doszło do pierwszych aresztowań. Prowadzący przesłuchania inkwizytorzy nie pragnęli prawdy, a jedynie potwierdzenia z góry znanych przewinień. Jak osiągnęli swój cel? I czy naprawdę każdego udało im się złamać?

Wśród setek templariuszy aresztowanych i  przesłuchiwanych w październiku i listopadzie 1307 roku z polecenia Wilhelma z Nogaret i Wilhelma z Paryża nie zabrakło też Jakuba de Molay. Ludzie króla przesłuchali preceptora Cypru, wizytatora Francji Hugona z Pairaud, preceptora Normandii Gotfryda z Charney oraz Jana z Tour, zaufanego doradcy finansowego korony i skarbnika paryskiej Świątyni.

W większości do cel trafili jednak niemłodzi bracia, którzy nie zaznali wojaczki: zarządcy gospodarstw rolnych, pasterze, świniopasy, cieśle i kupcy handlujący winem. Rycerze stanowili drobny odsetek, gdyż od początku XIV wieku w niektórych komandoriach zostali wyłącznie serwienci. Dotoczyło to wybranych ziem w Szampanii, Pikardii, Owerni, Poitou i Limousin. Czterdzieści procent przesłuchiwanych osób miało ponad pięćdziesiąt lat. Jedna trzecia była weteranami zakonu; spędzili w rzekomym gnieździe sodomii i herezji ponad dwie dekady.

W rękach inkwizycji

Król domagał się tortur i nie ma powodu sądzić, że jego polecenie nie zostało spełnione. W tamtych czasach stosowano mało wymyślne, lecz sprawdzone metody: głodzenie, pozbawianie snu, karcery, niekończące się przesłuchania, pęta, łamanie kołem, przypalanie stóp oraz strappado albo wahadło, czyli podwieszanie na linie za ręce związane za plecami, aż kości wyskakiwały ze stawów.

Templariusz Ponsard z Gisy opowiadał później, że krew wypływała mu spod paznokci, tak mocno miał bowiem skrępowane dłonie. W swej celi mógł zrobić zaledwie jeden krok od ściany do ściany. Twierdził, że wolałby katowski topór, przypalanie lub zanurzanie we wrzątku.

Filip IV (siedzi na tronie) domagał się, aby templariusze zostali poddani torturom.

fot.domena publiczna Filip IV (siedzi na tronie) domagał się, aby templariusze zostali poddani torturom.

W latach sześćdziesiątych XII wieku w Kościele zapanował strach przed heretykami; dostojnicy i pobożni królowie zachodniej Europy wzięli się odtąd za obsesyjne zwalczanie nieprawomyślności. Z  początkiem następnego stulecia papież Innocenty III zorganizował tak zwaną krucjatę przeciwko albigensom, czyli masowe prześladowania członków nonkonformistycznego chrześcijańskiego ruchu katarów w południowej Francji.

Począwszy od lat trzydziestych XIII stulecia, inkwizycja stała się rozwiniętą instytucją, podlegającą Kościołowi, ale działającą ramię w ramię z władzami świeckimi. Do jej prerogatyw należało wymierzanie kar zatwardziałym odszczepieńcom. Formalnie rzecz biorąc, miała za zadanie sprowadzać zbłąkane owieczki na dobrą drogę, w praktyce jednak ciemiężyła tych, którzy porzucili oficjalną doktrynę lub narazili się w inny sposób. Kto przyznał się do herezji i wyraził skruchę, mógł po odbyciu wyznaczonej pokuty powrócić na łono Kościoła. Kto odmawiał, często był poddawany męczarniom, póki nie zmienił zdania.

W 1252 roku papież Innocenty IV oficjalnie usankcjonował stosowanie tortur. Najsurowiej traktowano osoby, które wracały do heretyckich poglądów. Inkwizytor mógł przekazać takiego człowieka świeckim władzom, by wykonały karę śmierci, często przez spalenie na stosie. Do walki z kacerstwem papież wykorzystywał zakony kaznodziejskie, między innymi dominikanów i franciszkanów. Znakomicie orientowali się oni w nauczaniu Kościoła, przywiązywali dużą wagę do umartwiania się i wszelkich cierpień fizycznych, niekiedy wręcz rozkoszowali się przemocą. Nim przyszedł rok 1307, zdążyli nabrać wprawy: wiedzieli, co robią i co chcą uzyskać.

Nie prawda, a przyznanie się do winy

Zadanie inkwizytorów polegało na wydobyciu zeznań potwierdzających zarzuty przedstawione w listach Filipa IV. Nie prowadzili dochodzeń, by ustalić prawdę. Pragnęli jedynie potwierdzić, że w zakonie lała się trucizna bezbożnictwa. Musieli dowieść herezji, bo karę za nią wymierzały świeckie władze. Gdyby okazało się, że templariusze faktycznie są winni nieprawomyślności, oznaczałoby to, że król będzie mógł zlikwidować zakon i przejąć jego majątek.

W dzień aresztowań Jakub de Molay przebywał w Paryżu, gdzie dopiero co uczestniczył w pogrzebie cesarzowej Konstantynopola. 24 października złożył zeznania przed inkwizytorami w Temple. Ich obrady trwały dwa tygodnie, przesłuchano stu trzydziestu ośmiu braci. Mistrz templariuszy stanął przed Wilhelmem z Paryża, jego skrybami i świadkami. Położył dłoń na Ewangeliach i przysiągł mówić „całą prawdę o sobie i innych w sprawie dotyczącej wiary”.

Opowiadał, że jest członkiem zakonu od czterdziestu dwóch lat, a przyjęto go w domu w Beaune (między Dijon i Lyonem). W ceremonii uczestniczył brat Humbert z Pairaud oraz inne osoby, których imion w większości nie pamiętał. Jak podaje protokół z przesłuchania:

Gdy złożył wiele przysięg dotyczących przestrzegania zasad rzeczonego zakonu, założono mu szatę. Przyjmujący kazał sprowadzić krucyfiks z brązu, przedstawiający Ukrzyżowanego, a wówczas on [Jakub] musiał wyrzec się Chrystusa, którego obraz miał przed sobą. I uczynił to wbrew swej woli. Następnie przyjmujący polecił mu splunąć na krzyż, lecz [Jakub] jeno splunął na ziemię, a zapytany, ile razy splunął, oznajmił pod przysięgą, że raz tylko i że dobrze to pamięta.

Jakub zarzekał się, że nigdy nie spółkował z braćmi, lecz twierdził, że inni byli przyjmowani do zakonu w podobny sposób, gdyż sam nakazał to jako mistrz. Pozostali wysocy rangą templariusze, których przesłuchiwano w tamtym czasie, odpowiadali bardzo podobnie. Sugeruje to, że po prostu kazano im przyznać się do określonych występków; mogli co najwyżej czynić drobne zastrzeżenia dla ratowania twarzy.

Wielki mistrz templariuszy Jakub de Molay przyznał się, że wstępując do zakonu wyrzekł się Chrystusa.

fot.François Fleury-Richard/domena publiczna Jakub de Molay przyznał się, że wstępując do zakonu wyrzekł się Chrystusa.

Pocałunek w pępek i plucie na krzyż

Gotfryd z Charney, preceptor Normandii, twierdził, że tylko raz wyparł się Jezusa, i nie pamiętał, czy splunął na jego wizerunek, bo „rzeczy te dokonywały się trzydzieści siedem albo i trzydzieści osiem lat temu”, w dodatku w wielkim pośpiechu. Owszem, ucałował „przyjmującego go mistrza w pępek” i pewnego razu słyszał na spotkaniu kapituły słowa, że lepiej, gdyby bracia współżyli ze sobą, „niż gdyby z niewiastą mieli dać upust żądzy”. Pewnego razu przeprowadził ceremonię przyjęcia nowego zakonnika podobną do tej, w której sam uczestniczył, pojął jednak, „jak bardzo jest to występne, wstrętne i sprzeczne z wiarą katolicką”.

Hugon z Pairaud, wizytator Francji, został przesłuchany 9 listopada. Inkwizytorzy interesowali się jego zeznaniami dużo żywiej niż tym, co miał do powiedzenia Jakub de Molay. Mistrz spędził niemal całą karierę na Wschodzie, podczas gdy Hugon służył w zakonie od czterdziestu czterech lat i to głównie w Europie. Piastował najwyższe stanowiska w Anglii, Francji i Prowansji, odgrywał ważną rolę we francuskiej polityce, wspierał króla w konflikcie z papieżem Bonifacym. Zeznania Hugona miały wyjątkową wartość, mogły bowiem obciążyć templariuszy w całym kraju.

Na początek Hugon opowiedział o tym, jak sam został przyjęty do zakonu w 1263 roku. Twierdził, że owszem, wyparł się wówczas Chrystusa, ale tylko raz, a ponadto nie splunął na krzyż i ucałował mistrza ceremonii jedynie w usta, co de facto można uznać za zwyczajowy pocałunek na znak pokoju. Kiedy sam przyjmował nowych braci, zabierał ich „do tajnej kryjówki” i kazał odbywać cały występny rytuał: pocałunek w plecy i pępek, trzykrotne odrzucenie Pana, plucie na krzyż.

Najwyraźniej wyciągnięto z niego tę informację obietnicą, że uzyska przebaczenie. Mówił, że żałuje swych czynów. W protokole z przesłuchania napisano: „Wydawał te polecenia, lecz nie ze szczerego serca”. Podobnie w przypadku jego wyznania, jakoby pozwalał braciom zaspokajać „żądze natury” z innymi braćmi: robił to, bo „tak zalecały statuty zakonu”.

Większość templariuszy zmuszono do przyznania się do takich samych zarzutów.

fot.Roque Gameiro/domena publiczna Większość templariuszy zmuszono do przyznania się do takich samych zarzutów.

Do tego momentu Hugon mówił, co mu kazano. Jego zeznania były zgodne z oskarżeniami z królewskich listów, przedstawiały obraz sodomii i bluźnierstwa, popieranych przez samą górę templariuszy. Jednak w połowie przesłuchania Hugon stracił zapał. Najpierw zaczął się wykręcać. Zapytany, czy zakonnicy wysokiej rangi przeprowadzali ceremonie przyjęcia nowych członków wedle takiego scenariusza, odrzekł, że „nie wie, gdyż to, co działo się podczas kapituł, nie może być ujawnione innym osobom”, i nie przychylił się do opinii, jakoby „wszyscy bracia rzeczonego zakonu taką ceremonię odbyli”.

Inkwizytor – dominikanin Mikołaj z Ennezat, zastępca Wilhelma z Paryża – uznał, że to wystarczy, i zarządził przerwę w przesłuchaniu. Wykorzystano ją najpewniej, by przemówić Hugonowi do rozsądku, gdy bowiem znów stanął przed śledczymi, mówił, że „każdy z braci ceremonię taką odbył, przeto musi wcześniejsze swe słowa wycofać”. Dodał też pewne szczegóły do innej linii dochodzenia, która otwarła się już po rozpoczęciu przesłuchań i dotyczyła oddawania czci bożkom (Jakub de Molay i Gotfryd z Charney o tym nie wspominali).

Hugon gotów był teraz wyznać cokolwiek. Opisał, że w Montpellier przechowywany jest posążek przedstawiający „głowę opartą na czterech stopach, z czego dwie są pod brodą, dwie zaś pod potylicą”. Oddawał mu cześć „ustami swemi, lecz nieszczerze i udając jedynie”.

Z opisu „bożek” przypominał relikwiarz, szkatułkę – często rzeźbioną w kształcie części ludzkiego ciała – w której trzymano szczątki świętych. Ale oczywiście owe podobieństwa były bez znaczenia. Po tym, jak usatysfakcjonował inkwizytorów i złożył przysięgę, że „żadnych kłamstw nie podał i nie przemilczał niczego (…) z lęku przed torturą i więzieniem”, Hugon trafił z powrotem do celi.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Dana Jonesa pod tytułem "Templariusze. Rozkwit i upadek zakonu świętych wojowników" (Znak Horyzont 2019).

Powyższy tekst stanowi fragment książki Dana Jonesa pod tytułem „Templariusze. Rozkwit i upadek zakonu świętych wojowników” (Znak Horyzont 2019).

„W ustalaniu prawdy należy dochować skrupulatności”

Przesłuchania trwały całą jesień i zimę 1307 roku. Odbywały się w  paryskiej Temple oraz w  prowincjonalnych ośrodkach na terenie kraju. Wszystko toczyło się wedle podobnego scenariusza. Zakonników więziono w fatalnych warunkach, zakuwano w kajdany, trzymano o chlebie i wodzie. Byli torturowani, przy czym śledczy nie musieli tego ukrywać, tortury bowiem stanowiły zupełnie zwyczajny środek zwalczania herezji. Instrukcje przesłane baliwom i seneszalom we wrześniu 1307 roku stawiały sprawę jasno:

Umieścić trza każdego osobno pod strażą i przesłuchać, zanim jeszcze wezwie się śledczych. W ustalaniu prawdy należy dochować skrupulatności, tortury w razie konieczności stosując (par gehine, se mestier est).

Wedle tych samych instrukcji podczas przesłuchań templariusze mieli usłyszeć:

Król i papież od wielu wiarygodnych świadków z zakonu usłyszeli o błędnych czynach i pederastii, zwłaszcza przy wstępowaniu w zakonne szeregi. Każdemu trza obiecać przebaczenie, jeśli tylko prawdę wyzna i wróci do wiary prawdziwego Kościoła, a jeśli nie, na śmierć zostanie skazany.

Nieliczni próbowali się opierać. Należał do nich sześćdziesięcioletni Raimbaud z Caron, preceptor Cypru, który najwyraźniej uważał się za twardszego od francuskich braci, czyli podstarzałych buchalterów i zarządców rolnych.

Inkwizytorzy potrafili wydobyć zeznania nawet z najtwardszych templariuszy.

fot.materiały prasowe Inkwizytorzy potrafili wydobyć zeznania nawet z najtwardszych templariuszy.

Przesłuchano go w  Paryżu, dzień po Hugonie z  Pairaud. Z początku zaprzeczył wszelkim oskarżeniom. Ślubował ubóstwo, czystość i posłuszeństwo, „nigdy nie słyszał o złych czy niegodnych uczynkach podczas przyjmowania nowych członków”. Z lakonicznego protokołu wynika, że owo wielce niesatysfakcjonujące oświadczenie złożył w obecności Mikołaja z Ennezat. „Lecz jeszcze tego samego dnia” wyznał całą prawdę. Najwyraźniej inkwizytorzy znali tortury zdolne złamać nawet twardego krzyżowca. Skoro tak, dla innych nie było nadziei.

Nastoletni młodzikowie i starcy, templariusze wysokiej rangi i skromni robotnicy ujawniali swe grzechy. Stawali przed inkwizytorami odzianymi w czerń i jeden po drugim opowiadali o heretyckich postępkach: o zakazanych pocałunkach, tajemnych ceremoniach, opluwaniu krzyża, wyrzekaniu się Jezusa, spółkowaniu z braćmi i oddawaniu czci idolom. Niemal wszyscy powiedzieli dokładnie to, co oprawcy chcieli usłyszeć.

Źródło:

Powyższy tekst stanowi fragment książki Dana Jonesa Templariusze. Rozkwit i upadek zakonu świętych wojownikówwydanej nakładem wydawnictwa Znak Horyzont. Kup z rabatem na empik.com.

Tytuł, lead, ilustracje wraz z podpisami, tekst w nawiasach kwadratowych, wytłuszczenia oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany podstawowej obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia częstszego podziału akapitów.

Rozkwit i upadek zakonu świętych wojowników w książce:

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Informujemy, że nasza strona może dostosowywać treści reklamowe do Twoich zainteresowań i preferencji. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przechowywanie plików cookies oraz podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym oraz na przetwarzanie danych w celach personalizacji treści marketingowych.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie, w tym poprzez profilowanie przez Lubimyczytać.pl sp. z o.o. z siedzibą w Poznaniu (61-885), ul. Półwiejska 17/15 oraz naszych zaufanych partnerów, Twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach stosowanych w serwisie przez Lubimyczytać.pl sp. z o.o. i zaufanych partnerów w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam w tym serwisie oraz w Internecie.

Pamiętaj, możesz w każdej chwili nie wyrazić zgody lub cofnąć zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Szczegóły dotyczące wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w ustawieniach.

Informujemy także, że poprzez korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień prywatności w Twojej przeglądarce wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania treści marketingowych i reklam.

Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych, w tym o Twoich uprawnieniach, znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.