Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Bitwa pod Chocimiem. Pierwsza wielka klęska Turków w Europie

Fragment obrazu autorstwa Adama Setkowicza "Bitwa pod Chocimiem"

fot.domena publiczna Fragment obrazu autorstwa Adama Setkowicza „Bitwa pod Chocimiem”

Rzeczpospolita nie tylko utraciła rangę mocarstwa, ale nawet samodzielnego kraju. Haniebny traktat zmuszał polskiego królów do stałego opłacania się tureckiemu sułtanowi. I pewnie tak by zostało, gdyby nie świetne zwycięstwo hetmana Sobieskiego. Człowieka, który już wkrótce sam miał przywdziać koronę.

W październiku 1672 roku do Buczacza na rozmowy zjechali dumni i pewni swej silnej pozycji czauszowie tureccy oraz przygnębieni długą drogą posłowie króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Ci drudzy od wielu dni obserwowali kraj wyludniony i zniszczony najazdami tatarskich czambułów.

Warunki wynegocjowanego układu okazały się bardzo surowe. Rzeczpospolita traciła Podole i Ukrainę oraz zobowiązywała się płacić coroczny haracz (w dokumentach napisano: upominek dla sułtana) w wysokości 22 tysięcy talarów. Ten haracz vel prezent sprowadzał państwo właściwie do roli wasala Porty.

Sejm Rzeczpospolitej nie pogodził się z tym dyktatem. Traktat pokojowy nie został ratyfikowany. Nie łudzono się też, że Turcy będą skłonni utrzymać pokój. Przeciwnie, nad krajem wisiała groźba agresji imperium sułtana. Wojna wydawała się pewna, a sukces w niej mógł zapewnić jeden człowiek – hetman Sobieski.

Talenty tego dowódcy, który łączył zamiłowanie do antyku i wiedzę o dokonaniach wodzów starożytnych z doświadczeniem, zdobytym podczas długiego epizodu służby pod okiem króla Karola Gustawa, wydawały się potrzebniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Wojnę wznowiono, a hetman wyruszył na czele przeszło pięćdziesięciotysięcznej armii, by zaatakować Turków obsadzających groźną, do niedawna polską twierdzę w Chocimiu nad Dniestrem.

XIX-wieczna podobizna hetmana Jana Sobieskiego.

fot.Kajetan Wincenty Kielisiński XIX-wieczna podobizna hetmana Jana Sobieskiego.

Cały dzień strawiono na harcach

Nieopodal Chocimia na olbrzymich błoniach po mołdawskiej stronie rzeki „na strzał armatni od obozu tureckiego” ustawiły się w szyku bojowym chorągwie jazdy Rzeczypospolitej.

Słońce kryło się za horyzontem, a że dzień 9 listopada 1673 roku był pochmurny, szara opona mgły i dżdżu ograniczała widoczność. Niemniej za sprawą pochodni i maźnic ze smołą towarzysze spod husarskich i pancernych znaków mogli dojrzeć zarys wysokiego wału, który ciągnął się od dniestrowego brzegu łamaną linią bastionów i zamazywał gdzieś pod ciemną plamą lasu.

Nadzwyczajny ruch wywabił żołnierzy imperium osmańskiego na szańce, toteż często praktykowanym zwyczajem posypały się wyzwiska to z polskiej, to z tureckiej strony. Zaraz za wyzwiskami poleciały w stronę tureckiego okopu wezwania do walki. Zaalarmowany tumultem wyszedł ze swojego pysznego namiotu turecki wódz: Husejn pasza, beglerbej (a więc namiestnik) sylistryjski. Podano mu konia i razem z orszakiem doradców ruszył na wały, by osobiście ocenić sytuację. Kiedy tylko przekonał się, że giaurzy – jak określano innowierców – istotnie stoją blisko, nakazał bić do nich z armat.

Polacy tymczasem, ignorując kule tureckie, nadal oczekiwali czy to całej potęgi tureckiej – dzisiaj szacowanej na przeszło trzydzieści tysięcy żołnierzy – czy tylko harcowników. Ci ostatni istotnie ruszyli do pozorowanej walki. Kilku, może kilkunastu jeźdźców wyjechało poza linię umocnień, a z polskich szeregów zaraz pomknęła ku nim grupka wprawnych szermierzy, głównie spod lekkich chorągwi. „Cały dzień strawiono na harcach – pisał kronikarz – w których tylko dwóch Polaków i czterech Turków ubito”, po czym, gdy mrok już zapadł zupełny, obie strony wróciły na swe pozycje.

reklama

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.