Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Niemiecka okupacja stała się dla chłopów „błogim wspomnieniem”. Jak Armia Czerwona grabiła i dewastowała polską wieś?

Czy "wyzwolenie" naprawdę poprawiło sytuację polskiej wsi?

fot.RIA Novosti archive,S. Alperin / CC-BY-SA 3.0 Czy „wyzwolenie” naprawdę poprawiło sytuację polskiej wsi?

Setki tysięcy ton zboża i ziemniaków. Dziesiątki tysięcy przepędzonych zwierząt. Setki hektarów splądrowanej i zadeptanej ziemi. Gdzie leży granica między „obowiązkowymi świadczeniami” na rzecz wyzwoliciela a zwykłą grabieżą? 

„Wyzwolenie” w żaden sposób nie poprawiło sytuacji polskiej wsi. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że uległa ona pogorszeniu w stosunku do lat niemieckiej okupacji. Jeden z oficerów AK stwierdził nawet, że: „(…) kontyngenty niemieckie stają się dziś dla chłopa błogim, tęsknym wspomnieniem nadzwyczajnego umiaru”.

Na rolników ponownie nałożono obowiązkowe dostawy, nazywane kontyngentami, które w wielu przypadkach były bardziej uciążliwe od tych niemieckich. Ich wielkość i sposób rozliczeń regulował dekret PKWN z 22 sierpnia 1944 roku o wojennych świadczeniach rzeczowych – obowiązkowych dostawach mięsa, mleka i siana dla państwa. Kiedy odbiorcą była bezpośrednio Armia Czerwona, sowieccy wojskowi zobowiązani byli do wystawiania odpowiednich pokwitowań oraz podpisywania protokołów odbioru.

Setki tysięcy ton zboża i ziemniaków

Na początku lutego 1945 roku komunistyczny rząd Polski zobowiązał się dostarczyć na potrzeby wojsk sowieckich 150 tysięcy ton zboża, 250 tysięcy ton ziemniaków, 100 tysięcy ton słomy i siana, a do 1 lipca także 25 tysięcy ton mięsa. Według ówczesnych szacunków „sojusznikom” ze wschodu zmuszeni byliśmy oddać ponad 30% szacowanych zasobów zboża, 25% ziemniaków, ponad połowę polskiego mięsa i przeszło 66% słomy i siana!

Obowiązkowe dostawy dla wojsk radzieckich narzucił Polakom Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego.

fot.domena publiczna Obowiązkowe dostawy dla wojsk radzieckich narzucił Polakom Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego.

Wprowadzenie obowiązkowych kontyngentów spotkało się z masowym niezadowoleniem wśród chłopów, którzy robili wszystko, by zbojkotować zarządzenie PKWN. Z olbrzymią wrogością traktowano zwłaszcza świadczenia na rzecz Armii Czerwonej. Pewien chłop z Rzeszowszczyzny stwierdził wręcz, że wolałby swoje zbiory: „(…) utopić w Wisłoku, niż przyczyniać się do zbrodni i karmić tych katów i to bydło rosyjskie. A jeżeli im oddać, to przynajmniej zboże zatruć, aby wykopali jak szczury, aby ich ziemia więcej nie nosiła”.

Rozgoryczenie było tym większe, że postępowanie czerwonoarmistów pobierających kontyngenty często wyglądało jak zwykła grabież. Żołnierze nie zaprzątali sobie głowy wystawianiem stosownych dokumentów. Nie regulowali też – rzecz jasna – opłat za zagarnięte płody rolne i inwentarz. Dochodziło przy tym do plądrowania gospodarstw, gwałtów i morderstw.

Komentarze (5)

  1. Anonim Odpowiedz

    Autor zapomnial napisac o pacyfikacji wsi przez Niemcow sowieci zli to pewne ale pewne jest ze to Niemcy nas chcieli wymordowac I nie mozna o tym zapominac

  2. Władek Kowal Odpowiedz

    Jednym z takich gospodarstw armijnych było gospodarstwo w Raciborowicach, powiat Bolesławiec gzie mieszkaliśmy w latach 1946- 1953. Niestety ,musieliśmy się zrzec tego gospodarstwa ze względu na wysokie obowiązkowe dostawy dla państwa. Za niewywiązanie się z tych dostaw groziło więzienie.

  3. Adam Odpowiedz

    Dzięki „ruskim” chłopi uniknęli utraty życia z rąk wyklętych i innych podobnych zbirów, .a bezpieczeństwo musieli jednak zapłacić utratą części zbiorów.

  4. Anonim Odpowiedz

    Dla Polskiego chłopa Niemiecki okupant był śmiertelnym wrogiem. Jednak podam pewien przykład. Mój dziadek był hodowcą koni gospodarskich. Kiedy przyszli Niemcy, zażądali dwóch koni (dziadek miał trzy). Za te konie mało ale jednak zapłacili. Kiedy wkroczyła Armia Czerwona, jej żołnierze zażądali tego ostatniego konia. Na protesty mojego dziadka, że bez tego jedynego konia nie da sobie rady, Rosjanin przeładował pepeszę i przystawił ją do brzucha mojej babci. Zadał pytanie: dajesz? O zapłacie oczywiście nie było mowy.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.