Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Wyspa przestępców. Norman Davies tłumaczy jak powstała współczesna Australia

Pierwsi biali osadnicy w Australii pochodzili z bardzo różnych warstw społecznych.

fot.Edward Charles Close/CC BY-SA 3.0 au Pierwsi biali osadnicy w Australii pochodzili z bardzo różnych warstw społecznych.

Pierwsi biali mieszkańcy kontynentu byli garstką drobnych złodziejaszków, przestępców mniejszego kalibru i poszukiwaczy przygód. Zesłani przymusowo do więzień i kolonii karnych na drugim końcu globu, przeżywali prawdziwe piekło. Jak mimo tego udało im się stworzyć nowe, normalne życie?

Historia człowieka na Tasmanii liczy 10 tysięcy lat. Ale pierwsza partia białych osadników przypłynęła z głównego lądu we wrześniu 1803 roku. Przybyli z kolonii karnej w Zatoce Botanicznej w Nowej Południowej Walii, na pokładzie statku Lady Nelson, dowodzonego przez 23-letniego porucznika Royal Navy Johna Bowena, i na statku wielorybniczym Albion. W sumie były to 42 osoby – trzech urzędników, ośmiu żołnierzy, sześciu obywateli miasta i 25 skazańców zakutych w kajdany; kazano im znaleźć uzupełniającą kolonię karną, co pozwoliłoby zmniejszyć przeludnienie starej.

Ponieważ Wielka Brytania pozostawała w stanie wojny z Francją, nie zapisanym w rozkazach celem tej podróży było zapobieżenie wszelkim ewentualnym próbom penetracji ze strony Francuzów. Zgodnie z zaleceniem podróżnika George’a Bassa, który dopiero co udowodnił, że Ziemia van Diemena jest wyspą. wylądowali na prawym brzegu rzeki, którą później nazwano Derwent, w zatoce Risdon. Ten wybór okazał się zły – ziemia była marna, a wody pitnej mało […].

W lutym 1804 roku przypłynęła druga partia zesłańców, pod nadzorem pułkownika Davida Collinsa. Było w niej 15 żołnierzy i 42 więźniów; na miejsce obozu wybrali przeciwległy brzeg rzeki Derwent. Wypłynęli z Zatoki Botanicznej w tym samym czasie co Bowen, ale spędzili niemal pięć miesięcy, bezskutecznie próbując założyć bazę na głównym lądzie, w pobliżu zatoki Port Phillip. Swoją nową osadę nazwali od imienia brytyjskiego sekretarza do spraw kolonii, którym był w tym czasie Lord Hobart; uznali, że miejsce jest wspaniałe. Przed upływem roku zza rzeki dołączyła do nich grupa porucznika Bowena […].

Więzienie w Port Arthur nie miało sobie równych w całym imperium brytyjskim. W połowie XIX wieku dołączono do niego także widoczną na zdjęciu izolatkę, gdzie zamiast kar cielesnych stosowano kary psychiczne.

fot.Lc95/domena publiczna Więzienie w Port Arthur nie miało sobie równych w całym imperium brytyjskim. W połowie XIX wieku dołączono do niego także widoczną na zdjęciu izolatkę, gdzie zamiast kar cielesnych stosowano kary psychiczne.

Nowi osadnicy

W latach 1807–1853 transporty skazańców z Wielkiej Brytanii przybywały nadal z nie słabnącym natężeniem. Przeciętnie w ciągu roku przywożono około 2 tysięcy osób, aż ogólna ich liczba przekroczyła 75 tysięcy. Instytucje penitencjarne rozwijały się odpowiednio do wzrostu liczb. Z początku zatwardziali przestępcy mogli zostać skazani na pięćdziesiąt do stu batów albo na karę podtapiania w podobnych do trumny zbiornikach z wodą, a w krańcowych przypadkach – na egzekucję.

W 1823 roku uruchomiono odosobniony obóz karny na wyspie Sarah, daleko na zachodnim wybrzeżu, a w roku 1830 na Półwyspie Tasmańskim, w odległości 60 kilometrów od Hobart, wybudowano otoczone złą sławą więzienie Port Arthur. Te dwa piekielne miejsca nie miały sobie równych w całym imperium brytyjskim.

Na początku lat trzydziestych XIX wieku odwiedził je William Ullathorne, wikariusz generalny Nowej Południowej Walii, który był oburzony tym, co zobaczył:

Pięćdziesiąt tysięcy dusz gnije w łańcuchach (…) Zawładnęliśmy wielką częścią ziemi Boga i uczyniliśmy z niej kloakę; zawładnęliśmy oceanami, (…) które siecią oplatają glob, i uczyniliśmy z nich kanały ściekowe; wylewaliśmy szumowiny do kałuż szumowin, męty na męty odpadów ludzkości, a w miarę jak zastygają, (…) budujemy naród zbrodni, który się stanie – jeśli czegoś szybko się nie zrobi – przekleństwem i plagą, pośmiewiskiem wszystkich ludzi na świecie (…)

Dziewięćdziesiąt procent skazańców przywożono z powodu popełnienia różnego rodzaju kradzieży. George Smith został skazany, ponieważ ukradł chusteczkę do nosa czteroletniej dziewczynce; Thomas Morgan – bo zabrał z czyjejś spiżarni plaster bekonu; Eliza Bailey – bo przyjęła kradzione 2 tysiące funtów; John Buck – ponieważ zdefraudował sumę 1900 funtów. Łowczy John Adcock został postawiony przed sądem przez swojego pracodawcę lorda Stafforda, ponieważ ukradł trzy pawie – było to jego piąte wykroczenie.

Największa akcja resocjalizacyjna w dziejach

Inne większe grupy składały się z agitatorów politycznych, szczególnie z Irlandii, a także żołnierzy i marynarzy skazanych za bunt, dezercję lub nieposłuszeństwo. Thomas McBrain dostał karę dożywocia za nieobecność w pracy przez jeden dzień. Tylko pięć procent skazanych przywożono z powodu poważniejszych przestępstw – uprowadzenia, podpalenia, morderstwa, gwałtu lub zdrady; tego typu przestępców zazwyczaj poddawano bezzwłocznej egzekucji na terenie Wielkiej Brytanii.

Przestępstwa na tle seksualnym – bigamia, kazirodztwo, sodomia i „pederastia ze zwierzętami” – były traktowane szczególnie surowo. (Homoseksualizm był w Wielkiej Brytanii uważany za przestępstwo do roku 1967). Kiedy w roku 1843 dwudziestotrzyletni John Demer został uznany za winnego pederastii, dostał okrutny wyrok, zdradzający żywioną przez sędziego odrazę:

Ma zostać przewieziony na resztę życia i wysłany do Port Arthur i posyłany do ciężkich robót, i nie będzie się mu zezwalać na przyłączenie się do żadnej z grup, i będzie spożywał posiłki osobno i spał w osobnym pomieszczeniu (…) i przez cały czas będzie poddawany przez funkcjonariuszy ścisłej i bezpośredniej obserwacji (…).

Skazańcy i biali osadnicy wypierali stopniowo z Tasmanii (nazywanej "Ziemią van Diemena") miejscową ludność. Na grafice Johna Glovera z 1834 roku widać jeszcze świat, który już wkrótce miał zostać zniszczony.

fot.John Glover/domena publiczna Skazańcy i biali osadnicy wypierali stopniowo z Tasmanii (nazywanej „Ziemią van Diemena”) miejscową ludność. Na grafice Johna Glovera z 1834 roku widać jeszcze świat, który już wkrótce miał zostać zniszczony.

Większość skazańców wywodziła się z klasy robotniczej lub z ubogich warstw społeczeństwa, ale byli i tacy, których tytułowano „ladies” i „gentlemen”. Mniej więcej jedną piątą stanowiły kobiety, często zwalniane po przybyciu na miejsce, pod warunkiem że się zgadzały na małżeństwo. Wielu było przerażająco młodych. James Lynch, lat dziewięć, został w 1844 roku skazany na siedem lat za kradzież zabawek. Najstarszy znany skazaniec miał 86 lat.

Przeważająca większość skazanych nie umiała pisać i wobec tego nie mogła prowadzić dzienników ani pamiętników. Henry Savery, syn bankiera, należał do wyjątków. Skazany w 1824 roku za sfałszowanie rachunku, w drodze na miejsce zesłania mieszkał w kabinie oficerskiej, przez pewien czas na zesłaniu towarzyszyła mu żona i dostał pracę urzędnika rządowego w Hobart. Popadł jednak w długi i wtrącono go do więzienia, gdzie napisał zbiór esejów zatytułowanych The Hermit in van Diemen’s Land („Pustelnik w Ziemi van Diemena”, 1829) oraz powieść Quintus Servinton (1831). W obu skarżył się z goryczą, że miejscowa arystokracja odwraca się do niego plecami.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.